Posiłek Plus

Rozwój pracowników w epoce AI: mniej kursów, więcej wsparcia

Tempo zmian w pracy rośnie szybciej niż firmowe programy rozwojowe. Dane pokazują, że pracownicy częściej szukają pomocy „tu i teraz” u ludzi niż w platformach, a HR musi przeprojektować cały model uczenia.

Dlaczego klasyczny model rozwoju przestaje pasować

Przez lata rozwój pracowników opierał się na przewidywalnym rytmie: HR projektuje programy, pracownicy „odhaczają” szkolenia, a menedżerowie wracają do tematu przy okazji ocen okresowych. Ten schemat nie jest z definicji zły — problem w tym, że coraz słabiej odpowiada na realny sposób wykonywania pracy.

Role zmieniają się szybciej, narzędzia aktualizują się niemal bez przerwy, a upowszechnienie rozwiązań opartych na AI w ostatnich dwóch latach dodatkowo przyspieszyło przebudowę zadań i oczekiwań kompetencyjnych. W efekcie rozwój „uruchamiany” w kilku stałych momentach roku zaczyna odstawać od potrzeb, które pojawiają się w środku tygodnia, w trakcie projektu, po wdrożeniu nowego procesu.

Rozwój jako wsparcie w czasie rzeczywistym

Badania przywołane w tekście źródłowym pokazują, że impulsem do rozwoju rzadko są dziś formalne kamienie milowe kariery. Częściej są to zmiany narzędzi i procesów oraz modyfikacje zakresu roli — czyli sytuacje, w których pracownik musi szybko „dowieźć” wynik, a nie zaplanować edukację na przyszły kwartał.

To tłumaczy, dlaczego aż 83% pracowników deklaruje, że oczekuje wsparcia rozwojowego i „performance support” wplecionego w codzienny workflow, a nie jako osobnego, równoległego procesu. Dla HR to nie slogan, tylko zasada projektowa: rozwój ma być ciągły, dostępny i reaktywny, a nie epizodyczny.

Koniec platformy jako jedynego wejścia

Najbardziej wymowna jest rozbieżność między potrzebą a zachowaniem. Prawie połowa pracowników (47%) potrzebowała wsparcia rozwojowego wielokrotnie w ciągu ostatniego miesiąca, ale tylko 7% w pierwszym odruchu sięgnęło po platformę learningową. Gdy liczy się czas, wygrywa to, co najszybsze: pytanie kolegi, konsultacja z menedżerem, wyszukiwarka, a coraz częściej także narzędzia AI wbudowane w środowisko pracy.

To stawia pod znakiem zapytania „destination model”, w którym rozwój ma swój osobny portal i osobną ścieżkę logowania. Platformy są potrzebne do ładu, skali i zgodności, ale jeśli mają być frontem całego doświadczenia, przegrywają z prostotą rozmowy przy biurku. W praktyce oznacza to konieczność przeniesienia rozwoju bliżej narzędzi, w których pracownik faktycznie działa.

Kontekst zamiast generycznej personalizacji

Wiele organizacji inwestowało w personalizację opartą o modele kompetencyjne i role. To krok w dobrą stronę, ale w dynamicznym środowisku okazuje się niewystarczający. Pracownicy oceniają jako najbardziej użyteczne te wskazówki rozwojowe, które odnoszą się bezpośrednio do bieżących zadań i ich celów, a jako najmniej użyteczne — treści ogólne, „katalogowe”, oderwane od codzienności.

Krytyczny punkt brzmi: personalizacja „na papierze” nie nadąża za zmianą pracy „w praktyce”. Jeśli AI przestawia akcenty w zadaniach w ramach tej samej roli, to ścieżka rozwojowa oparta wyłącznie na stanowisku może prowadzić w bok. Kontekst — to, nad czym ktoś pracuje teraz — jest tym, co zamienia uczenie w działanie.

Menedżer jako motor rozwoju, ale bez przeciążenia

W badaniach menedżerowie niemal jednomyślnie deklarują odpowiedzialność za rozwój zespołu: 95% mówi, że to ich zadanie. Jednocześnie pracownicy nie zawsze czują wsparcie w momencie potrzeby — 46% przyznaje, że w identyfikowaniu okazji do rozwoju polega głównie na własnym osądzie.

To nie musi oznaczać złej woli, raczej ograniczenia operacyjne. Menedżerowie reagują najczęściej, gdy „sytuacja wymusza”: problem z wynikami, rozmowa o karierze, nowe obowiązki. Codzienny coaching przegrywa z kalendarzem, zwłaszcza gdy narzędzia rozwojowe są poza głównym nurtem pracy i wymagają dodatkowej administracji. Rozwiązaniem nie jest dokładanie kolejnych obowiązków, tylko uproszczenie decyzji i dostarczenie menedżerom praktycznych, lekkich mechanizmów wsparcia w czasie rzeczywistym.

Rozwój wykraczający poza e-learning

Ostatnia zmiana dotyczy formy. Rozwój nie może być utożsamiany wyłącznie z e-learningiem i kolejnym kursem w katalogu. Po latach cyfrowego przeciążenia rośnie potrzeba uczenia bardziej „ludzkiego” i praktycznego: warsztatów, pracy z mentorem, doświadczeń offline lub hybrydowych.

W tekście źródłowym wskazano, że w wydatkach na rozwój finansowany w elastycznym modelu niemal 70% trafia dziś na doświadczenia offline. To sygnał, że organizacje — i sami pracownicy — szukają kompetencji budowanych w realnych sytuacjach, a nie tylko w oknie przeglądarki. Dla HR wyzwaniem jest pogodzenie tej różnorodności z widocznością, kontrolą i sensownym governance, bez tworzenia tarcia w postaci długich akceptacji i rozproszonych narzędzi.

Co z tego wynika dla HR i organizacji

Wniosek jest prosty, ale konsekwencje są duże: skoro praca stała się dynamiczna, system rozwoju też musi taki być. Przesunięcie z programów na wsparcie, z „jednej bramy” na obecność w narzędziach pracy, z generycznych ścieżek na kontekst i z e-learningu na miks doświadczeń — to nie kosmetyka, tylko zmiana architektury.

Wątpliwości budzi jedno: łatwo zachwycić się hasłem „learning in the flow of work” i skończyć na chaotycznym zbiorze linków, promptów i doraźnych porad. Dlatego kluczowe jest połączenie dwóch światów: szybkości i trafności wsparcia z minimalnym, ale realnym porządkiem (standardy, mierniki, odpowiedzialności). Organizacje, które to zrównoważą, zyskają bardziej adaptacyjne zespoły, pewniejszych menedżerów i kulturę rozwoju, która nie udaje człowieczeństwa — tylko faktycznie je wspiera.

Oryginalny tekst: 5 ways employee development needs to change to keep up with work today

Najnowsze wiadomości